Nie lubiłem jeździć w Wigilię po domach.

Przed świętami bardzo, ale to bardzo chciałem, żeby Wigilia była w naszym mieszkaniu. W końcu wreszcie mieliśmy taką możliwość, żeby jedna i druga strona rodziny do nas przyjechała i żebyśmy w takim sporym gronie spędzili to święto. Jednak Wigilia to taki specyficzny czas, który każdy chciałby spędzić tylko z najbliższymi. Byłem tym niezmiernie zasmucony.

3 tygodnie do świąt, 2 tygodnie, tydzień, kilka dni. Szał zakupów, choinka, sprzątanie, gotowanie, wszystko tradycyjnie. Na dzień przed Wigilią zrozumiałem, że bardzo dobrze się stało, że jak co roku mieliśmy w Wigilię jeździć po rodzinie, a nie zapraszać wszystkich do siebie.

Byśmy po prostu nie zdążyli. Za dużo tego: ciągłego sprzątania, barszczu, pierogów, ryb, sałatek, serników, makowców itd. W. wpadła na pomysł, żeby rano w Wigilię u mojej mamy lepić pierogi i uszka. Mówiła, że to będzie taki fajny czas, że wtedy poczujemy magię świąt. Od razu mi się to spodobało.

Jak zamierzyliśmy w Wigilię najpierw pojechaliśmy na 13. do mojej mamy. Na miejscu przygotowałem ciasto na uszka, a potem razem je lepiliśmy. Farsz był już wcześniej przygotowany. Rzeczywiście było bardzo miło 🙂 Kolędy w tle, zapach grzybów, sałatek, świeżej choinki. Już się nie mogliśmy doczekać, kiedy się zacznie. Wszystko ulepiliśmy jak na dzwonek. Dziadkowie mieli przyjść o 15. a ja minutę przed jeszcze szedłem się ubrać w świąteczną marynarkę. Nie mogło być tak pięknie, bo zapomniałem z domu spinek do koszuli i musiałem spiąć sobie rękawy agrafkami. Paska do spodni też nie wziąłem. Dziadkowie wchodzili do domu mamy, a ja jeszcze schowany zapinałem guziki od koszuli. Kilka minut i mogłem się z nimi przywitać.

Zaczęliśmy od połamania się opłatkiem i życzeń.

Barszcz już się gotował. Ależ byłem głodny. Zanieśliśmy talerze pełne zupy na stół. Uszka wyszły naprawdę dobre. Potem zajęliśmy się kolejnymi potrawami, ale już nie pamiętam jak po kolei. Spiewaliśmy kolędy. Nie mogłem się doczekać prezentów. Byłem bardzo ciekaw, czy mojej żonie spodoba się, co jej kupiłem. No i czy mamie się spodoba i czy dziadkom się spodoba. Jakimś cudem wszystkim bardzo się podobało. Moja żona nie mogła wyjść z podziwu, że dostała od mojej mamy torebkę, o której powiedziała tylko przy mnie w sklepie „Aale ładna torebka”. Taka mała niespodzianka mikołajowa. Ja kupiłem żonie zegarek. Okazało się, że ona mi też i to z tego samego sklepu i tej samej firmy. Spodobał się jej. Jest taki kobiecy, przynajmniej w moim mniemaniu.

Około 19. mieliśmy przetransportować się do rodziców W. Było to niecałe 15 minut drogi. Dobrze, że mieszkaliśmy niedaleko siebie, to teraz nasi rodzice mieszkają niedaleko. I zaczęliśmy Wigilię od początku. 🙂

67 wyświetleń

Nie podoba mi sięByły lepszeOKDobreBardzo mi się podoba zagłosuj pierwsza/y
Loading...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *