miał Wszystko, a teraz Nic

Na Zachodniej nerwowo szukałem swojego pociągu do pracy. Już szedłem na ten do Lotniska Chopina, ale coś mnie zatrzymało. Odwróciłem się i patrzę, że kilka minut wcześniej tą samą trasą jedzie pociąg do Radomia. Szybko wbiegłem na peron, do wagonu, w środku chciałem poczytać książkę, więc udałem się do najjaśniejszego miejsca, do przedziału z rowerami. Siedziało w nim już trzech Panów.

Dwóch z nich rozmawiało, jeden wyraźnie podchmielony (nazwę go Radom), drugi trzeźwy (nazwę go Mordor), czyli się nie znają. W spokoju zacząłem czytać książkę, ale co rusz dolatywały do mnie słowa ich rozmowy.

R: Wie Pan, musiałem się upić. W wypadku zginęła moja żona i syn. 

M: Musi Pan zaufać Bogu i nie odejść od niego w tym momencie.

R: Dlaczego ja noszę ten krzyż?! To jest dla mnie najgorsza kara.

M: Każdy nosi swój krzyż. To nie kara. Bóg jest miłością. Na pewno z jakiegoś powodu to zrobił.

R: Jak Bóg zabrał mi syna, to ja go nie chcę. Chyba odejdę od Boga. 

M: Nie może Pan, bo jak Pan wtedy dotrze do syna i do żony?

R: Jechaliśmy samochodem. Ja mam zgnieciony móżdżek, a 3 letni syn nie żyje. Już trudno z kobietą, ale mój syn!

M: W niebie Pana żona i syn czekają na Pana. Może Bóg zabrał Panu rodzinę, bo wiedział, że syn może za 10 lat zejść na złą drogę i chciał go od tego uchronić.

R: Jak mój syn mógł wierzyć, skoro miał dopiero 3 lata? Chodzę co tydzień do kościoła. Co dzień odmawiam pacierz. Mówię go na kolanach.

M: No właśnie, ale skąd Pan wie, że za jakiś czas syn by wierzył w Boga? I że Pan też by wierzył?

R: Wracam do domu, do Radomia. Musiałem odreagować, upić się, rozumie Pan. Odreagowuję bijąc wszystkich, ktokolwiek się napatoczy.

R: (Po chwili przerwy płacząc) Nie mogę sobie wybaczyć. Zabiłem syna…

M: Bóg Panu wybaczy, jak tylko będzie Pan żałował za grzechy.

R: Mam tylko żal do kolegi, że nauczył mnie, jak kopać, bić ludzi [wymachuje nogą]. Daleko jeszcze do Radomia?

M: Daleko, jeszcze z godzina drogi.

[Pociąg dojechał na Warszawę-Służewiec. Otworzyły się drzwi. M. wychodzi]

R: Najlepszego Panu życzę 

M: Dobrej spowiedzi. Będę się za Pana modlił.

 

Nie chciałem wcinać się w rozmowę. Jak tylko wyszedłem na swojej stacji, zacząłem myśleć, jak trafiłem do tego pociągu, wagonu, przedziału, jak pozostali Panowie tam trafili i szybko pomyślałem, że muszę to tu opisać. Tamten Pan – M. naprawdę się starał pomóc temu człowiekowi -R. Z kolei nie mogę wyobrazić sobie, przez co przechodzi właśnie mężczyzna – R., jadący dziś o 7.38 z Zachodniej do Radomia, do swojego pustego domu.

R. zapewne miał wszystko, kochającą żonę, dom, urodził mu się syn. Mężczyzna około 30-stki, wydawało by się piękne życie. Aż tu nagle facet stanął na pograniczu życia i śmierci. Stracił wszystko, sens swojego życia.

M. na początku niby rzucał utartymi tekstami, ale im dłużej tam siedziałem wiedziałem, że on w to wierzy, że wierzy w to, że R. wyjdzie z tego, że R. zbliży się do Boga, że Bóg mu wybaczy a za jakiś czas R. zobaczy w niebie swojego syna i żonę. Tylko, żeby R. nie odszedł od Boga.

W „mordorze” zdarzają się wspaniali ludzie.

112 wyświetleń

Nie podoba mi sięByły lepszeOKDobreBardzo mi się podoba zagłosuj, liczba głosów: 3, średnia: 5,00
Loading...

One thought on “miał Wszystko, a teraz Nic

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *