Fajne są randki z żoną.

W zeszły weekend mieliśmy tak zwaną „swoją sobotę”. Cały dzień przed telewizorem? Prawie 🙂 W próbowała coś zaplanować, cokolwiek, jednak było baardzo trudno. W końcu zdecydowaliśmy, że kiedy się ściemni przejdziemy się na Krakowskie Przedmieście. Ale najpierw sprzątanie. Przygotowaliśmy sobie po grzanym piwku. Przy nim sprzątało się znacznie lepiej 🙂

Około 19:00, w trakcie Kuchennych Rewolucji Magdy G. powiedziałem: „To co? Za 10 minut wychodzimy, ok?”. Ubrałem się z w dwie pary ciepłych skarpetek, spodnie dresowe pod spód, a z wierzchu takie szare, materiałowe. Do klatki piersiowej, w celu izolacji, przylegała mi szara bluzka na ramiączka. Na nią założyłem jakąś koszulkę, potem ciepłą bluzę z kapturem, a na to czarny płaszcz, szalik, rękawiczki i grubą czapkę. Byłem niezmiernie ciekawy, w którą część ciała będzie mi w końcu zimno.Wyciągnąłem wino z lodówki, nalałem do garnka (ale zaraz, ile zmieści się w kubku termicznym?), po czym przelałem je do kubka termicznego i z powrotem do garnka. W. patrzy zdziwiona „Co Ty robisz? Pomyślałeś. Jestem dumna”. Chwilę później zapach winogronowych procentów unosił się w całym domu. Wyszliśmy na autobus, a niecałe 40 minut później wysiadaliśmy już na Krakowskim.

Dookoła widać było tysiące lampeczek, były po prostu wszędzie. Na każdej lampie ulicznej świeciły błyszczące, smukłe kielichy. Nieraz przez tłum przeciskał się blask lampkowych bombek i prezentów, a przy samym zamku stała ogromna czerwona lokomotywa. Zauważyłem dziwne, świecące, a zarazem przezroczyste baloniki. Sprzedawał je jakiś Pan. Niedaleko rozbłysło niebieskie światło. Dokładnie w tej samej sekundzie ten Pan od baloników podbiegł do swojego „stoiska”, złapał cały towar i pobiegł za budynki. Odwróciliśmy się w stronę niebieskiego światła i zaczęliśmy się śmiać. To była Straż Miejska. Wyjąłem z kieszeni kubek termiczny, otworzyłem i najdelikatniej, jak potrafiłem spróbowałem grzanego wina. Malusieńki łyk sprawił, że w całym gardle poczułem wino, jego aromat i zaraz poczułem miłe, palące ciepło w przełyku. Ahhh. W. zaraz też spróbowała i nie mogła się nadziwić, jak to może być tak dobre.

W którym kierunku dalej? Na Rynek Starego Miasta.

Chciałem pójść wzdłuż murów miejskich, nie tak, jak zawsze – obok gofiarni i sklepików. Nagle zrobiło się mrocznie. Ciemno. Cicho. Prawie nikt tędy nie przechodził. Tylko my, sączący co chwilę to nasze wino. Usłyszeliśmy pozytywkę, ale nie taką małą, tylko ogromnie silną, jakby ktoś zamiast którejś z kamienic postawił ogromną pozytywkę. Kilka kroków dalej zobaczyliśmy wielki zegar na ścianie jednego z budynków. Ku naszemu zaskoczeniu po ścianie przemieszczała się jakaś figurka. Pozytywka zegara grała na pełną godzinę – 20:00. Niemożliwe. Nigdy tego tu nie widzieliśmy… Może widzimy to za sprawą wina?

Kilka przecznic dalej zauważyliśmy Carrefour’a, wstąpiliśmy na chwilę po jakąś przekąskę. W środku śmiało się dwóch chłopaków z świecącymi balonami, takimi samymi jak wcześniej widzieliśmy na Krakowskim. Jeden balon był przedziurawiony. (Jednak nie są takie mocne, jak się wydają.) Wybraliśmy chipsy o smaku chilli i dodatkowo poprosiliśmy dwa hot-dogi z kabanosami. Sosy te same: duński i ketchup. Gdy czekaliśmy na nasze jedzenie sprzedawca podniósł z podłogi różowe piórko i zaczął do nas zagadywać, że może to nasze. Potem, że może chcielibyśmy je, aż w końcu żebym włożył je swojej dziewczynie w czapkę. Czemu nie. Wcisnąłem je w czapkę W. Wyglądała, jak jeden z trzech muszkieterów (i tak chodziła już do wieczora). „Proszę, oto Państwa hot-dogi.” Miły sprzedawca otworzył nam jeszcze drzwi. Udaliśmy się w dalszą drogę. Właściwie to zaraz byliśmy już w drodze powrotnej. Obejrzeliśmy tylko lodowisko na Rynku Starego Miasta i kierowaliśmy się z powrotem do zamku. W pewnym momencie W. zapytała mnie, o czym bym rozmawiał, jakbyśmy byli na pierwszej randce. Zablokowało mi dech w piersiach. Nie wiedziałem co powiedzieć. Tak się zestresowałem, że wydukałem tylko: „A masz rodzeństwo?” Odpowiedziała: „Nie mam”. Łał, to zaczynamy grę…

100 wyświetleń

Nie podoba mi sięByły lepszeOKDobreBardzo mi się podoba zagłosuj, liczba głosów: 3, średnia: 5,00
Loading...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *