czasem jestem totalnym debilem

Na szczęście nie tak często, ale czasem zdarza mi się zrobić taką głupotę, że aż żal d… ściska. Ostatnio właśnie coś takiego mi się zdarzyło. Było to na dwa dni przed terminem oddania pracy inżynierskiej. Przez jakieś 5 godzin dopisywałem ostatni akapit do wstępu pracy inżynierskiej. Chciałem, żeby był idealny. Koło 16:00 poszedłem do kolegi, żeby przeczytał i powiedział co o tym sądzi. Nie spodobała mu się jedna rzecz, więc „na szybko” dodałem komentarz. Potem, gdy już miałem pewność, że jest ok, zacząłem wykonywać poprawki formatowania etc. Gdy skończyłem, wydrukowałem całą pracę w kserze, okleili okładkami, przygotowali płyty CD, naklejki, generalnie wszystko miałem gotowe. Wrzuciłem pracę promotorowi pod drzwi, żeby podpisał mi dopuszczenie do oddania pracy.

Następnego dnia napisał mi mejla, który brzmiał mniej więcej tak: „gdzie Pan jest? O 10:00 kończą mi się konsultacje, to jest za 40 minut.” A wcześniej mi pisał, żebym czekał, to ja czekałem na mejla… Dotarłem 15 minut przed końcem konsultacji. Poprosił, żebym na chwilę usiadł, bo musi coś dokończyć. Wreszcie podszedł do mnie, otworzył pracę i przeczytał mi jedno zdanie: „Widać, że komunikacja między użytkownikiem, a centrum danych, jak i między centrami danych rola jest mniejsza.”

Tak wyglądało jedno zdanie z mojej gotowej pracy inżynierskiej, w dniu terminu oddania pracy inżynierskiej, gdy w kserze kolejki huczały, brakło rąk do pracy, płyt CD i… czasu. Kolejki w dziekanacie i instytucie również wyglądały bardziej, jak dłuugie ogony mrówek, aniżeli jak kilku studentów stojących jeden za drugim.

77 wyświetleń

Nie podoba mi sięByły lepszeOKDobreBardzo mi się podoba zagłosuj, liczba głosów: 1, średnia: 5,00
Loading...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *