płynie czas, płynie czas, płynie czas, My gonimy Czas

Miesiąc: Wiedziałem, że już jest mało czasu, więc postarałem się poprawić pracę, żeby zadowolić promotora, a następnie przesłałem pracę koledze do przeczytania.

2 tygodnie: Kolega oddał mi sprawdzoną pracę. Znalazł trochę błędów. Wszystko poprawiłem, a nawet dopisałem trochę nowych rzeczy dotyczących jego komentarzy.

7 dni. poniedziałek: O 16:22 promotor wysłał mi mejla, że pracę mogę omówić z nim we środę, bądź odebrać na portierni. Jechałem już wtedy pociągiem do domu…

6 dni. wtorek: 8:20 odczytałem mejla od promotora. Napisałem mu mejla, pytając, czy mógłbym wcześniej odebrać pracę z poprawkami. Przed wyjściem z pracy zapytałem tylko przełożonego o zgodę, czy mogę następnego dnia wyjść na chwilę na uczelnię. Zgodził się. Nie wiedziałem jeszcze wtedy ile ta chwila będzie trwała… O 15:58 promotor wysłał mi mejla, że praca jest do odbioru na portierni. Szedłem już wtedy na pociąg.

5 dni. środa:

8.30 odczytałem mejla od promotora. Szybko wypiłem herbatę i wybiegłem na uczelnię. Tylko kolega obok dziwił się, że już się napracowałem, że on dopiero przychodzi, a ja już wychodzę 🙂 Wsiadłem w tramwaj na Metro Wierzbno, a następnie pojechałem metrem. Niedługo później byłem na uczelni. Odebrałem pracę od ochrony. Na pierwszej stronie było napisane wielkimi literami 3++.

Wewnątrz okazało się, że praca wymaga tylko kilku poprawek i że jedyne, co mu się nie podoba to wstęp. Po szczegółowym przeczytaniu każdego komentarza poszedłem do promotora. Akurat był w swoim pokoju. Otworzyłem pracę i kartka po kartce pytałem dokładnie co poprawić i jak. Wytłumaczył mi, że większość to małe błędy, ale nie podoba mu się, że w pracy brak motywacji. Odpowiedziałem, że lasery VCSEL stosuje się w sieciach szkieletowych mobilnych operatorów. Okazało się to jedną wielką bzdurą. W tym momencie wiedziałem już, że po prostu nie wiem, jakie jest zastosowanie tych urządzeń i dlaczego odgrywają tak szczególną rolę, by robić o nich pracę inżynierską.

Dodatkowo, ot tak promotor powiedział mi, że nie ma mnie na liście studentów do dyplomowania w tym semestrze. [Że cooooo?] W podskokach pobiegłem do sekretariatu Instytutu. Zamknięte. Potem do dziekanatu. Również zamknięte. Po dłuugiej godzinie otworzyli sekretariat. Rzeczywiście nie było mnie na tej liście. Sprawdziłem w systemie i rzeczywiście. Zadeklarowałem dobry przedmiot do dyplomowania, ale ze złą realizacją, czyli do złego instytutu. Teraz trzeba by się wrócić do tego, że deklaracje student może złożyć pod koniec sesji poprzedniego semestru i na początku semestru i nigdy więcej. Pomyślałem „Czyli umarł w butach. Wyrzucą mnie ze studiów…” Po kolejnych prawie dwóch godzinach nerwowego czekania otworzyli dziekanat. Opowiedziałem wszystko trochę zasuszonej Pani. Popatrzyła na mnie: „coś Ty narobił?”, chwilę postukała w klawiaturę i powiedziała: „Zrobione, Musisz tylko pójść do koleżanki do sekretariatu, żeby wpisali Cię do protokołu.” Odpowiedziałem: „To już? Będę mógł oddać pracę inżynierską” – „Tak, możesz. Tak trzeba. Tylko pamiętaj o tym protokole.” Były to chyba najmilsze słowa, jakie usłyszałem dotychczas w budynku swojego wydziału. Będę pamiętał ten jej wyraz twarzy, ciepły i troskliwy, niczym nieprzypominający „TE okropne Panie z dziekanatu”. Wbiegłem na górę do sekretariatu Instytutu. Pani nie dowierzała, że ma mnie po prostu wpisać w protokół. Powtarzała niby na głos, niby w myślach: „Naprawdę udało się Panu?” Podałem potrzebne dane i wreszcie moje serce zaczęło spokojniej bić, albo tak mi się tak tylko wydawało. Było wtedy takie lekkie.

Poszedłem więc do biblioteki, żeby zająć się poprawkami. Szybko okazało się, że potrzebuję dostępu do wifi wydziałowego, żeby mieć dostęp do potrzebnych artykułów (uczelnia ma do nich dostęp). Oczywiście do podpięcia do tej sieci potrzeba loginu i hasła, które na złość musiałem zapomnieć. Zapukałem do administratorów sieci wydziałowej i  okazało się, że sam mogę zresetować hasło, jeśli pamiętam login, a pamiętam. Kilka minut później buszowałem już po artykułach w poszukiwaniu motywacji, oczywiście tej, o której miałem napisać w pracy inżynierskiej.

Biblioteka ma to do siebie, że wszystko w niej zwalnia. Człowiek niby pracuje na „wysokich obrotach”, a ledwo napiszę kawałek tekstu i kilka godzin mija… A może to na zewnątrz czas szybciej płynie? Coś tam już miałem, aż nagle zrobiła się prawie 17:00. Wróciłem do domu, żeby zająć się przyjemnymi sprawami 🙂

4 dni. czwartek, dzień wolny:

00:15 coś mnie zbudziło. Poszedłem do toalety. Gdy wróciłem okazało się, że W. też się obudził. Myśleliśmy, że to już rano i że mamy wstawać.
O 6:20 budzik zadźwięczał, wstaliśmy, zrobiliśmy herbatę w termosie i wsiedliśmy w samochód. 15 minut i dojechaliśmy na targ kwiatowy. Weszliśmy w pierwszą alejkę, podeszliśmy do pierwszej Pani, spojrzeliśmy na pierwsze tulipany i już wiedzieliśmy, że je bierzemy. Wracając do domu zrobiliśmy jeszcze szybkie zakupy i 30 minut później byliśmy z powrotem w domu. Nie było jeszcze ósmej, a my już tyle zrobiliśmy! Niedługo później nagle okazało się, że mamy mało czasu do odjazdu pociągu. W końcu nim nie pojechałem, tylko szykowałem się do zdjęcia do dyplomu. Wsiadłem w kolejny, albo jeszcze następny pociąg. Dojechałem na Metro Pole Mokotowskie. Zszedłem po schodkach do niezawodnego fotografa, który rzeczywiście znowu zrobił dobre zdjęcia. Pojechałem na uczelnię.

Zacząłem dopisywać dalej do pracy inż. Chwila moment w tej bibliotece, a tu już 12:00 i czas się kończy. Przyjechała do mnie W. i przyniosła gorącą czekoladę. Czuliśmy się, jak na pikniku, siedząc z tym kubkiem, na tej kanapie, przed tym czarnym metalowym stołem, wśród studentów kończących ostatnie projekty, uczących się do ostatecznych kolokwiów, czy egzaminów. W końcu W. musiała wracać do domu, a ja dalej bezsilnie wykonywałem ostatnie poprawki. Wreszcie zaniosłem pracę do przeczytania przez kolegę. Akurat nie miał czasu, bo nosił meble z współpracownikami. To mu pomogłem, żeby szybciej znalazł trochę czasu dla mnie. Przenieśliśmy ostatnie elementy biurka i w końcu kolega rzucił okiem na pracę. Było w zasadzie ok. Teraz drukowanie. Tradycyjnie kolejka w xerze, ale spokojnie, będzie dobrze. Musiałem trochę poczekać na oklejenie pracy, to akurat poszedłem do innego punktu, żeby przygotować płyty CD z pracą. Mniej więcej półtorej-dwie godziny później miałem już wszystko skompletowane. Dochodziła 16:00. A o 15.30 planowaliśmy wychodzić już  z domu. Nie można niczego planować. Jak wyjdzie, tak wyjdzie 🙂

3 dni. piątek: Promotor napisał, że najprawdopodobniej w poniedziałek napisze moje dopuszczenie do egzaminu. Praca wraz z dokumentami czeka już w jego pokoju sposobem – „wrzuć pod drzwi”. Dzisiaj jedziemy na wycieczkę. Już się nie mogę doczekać, aż przejedziemy przez Puławy, Lublin, Biłgoraj, tak samo, jak jechaliśmy bodajże dwa lata temu Celicą w podróż po Polsce. Nie wiem, czy już mogę odetchnąć, ale potrzebuję tego.

80 wyświetleń

Nie podoba mi sięByły lepszeOKDobreBardzo mi się podoba zagłosuj pierwsza/y
Loading...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *