O mnie

Ostatnio czytałem książkę, w której czas przemierzał wstecz, od najpóźniejszych chwil do tych pierwszych. Chcę tu podobnie przedstawić swoją historię.

Od dwóch miesięcy jestem żonaty z moją przepiękną W, a jej uroda to najmniej ważna z cudownych cech. 19. sierpnia o 14. odbył się nasz ślub. Na weselu dziękowaliśmy wszystkim, którzy pomagali nam w przygotowaniach. W tamtym dniu rano, przed ślubem, nie mogłem się na niczym skupić. Uratował mnie szwagier, z którym siadłem na leżakach w ogrodzie i sączyłem wodę. Wesele odbywało się w ogrodzie u najstarszego brata W – Marcina i jego żony Elizy. Poprzedni tydzień spędziłem ze swoją narzeczoną na dopinaniu ostatnich elementów układanki. Wcześniejsze kilka miesięcy w każdą sobotę jeździliśmy do Marcina i Elizy. Byliśmy zdziwieni, że nas nie wyrzucali, a przyjmowali z otwartymi rękami. Od marca do połowy sierpnia każdy dzień był przeznaczony na przygotowania do naszego ślubu. W końcu dopiero w lutym 2017. roku zdecydowaliśmy się, że to właśnie wtedy chcemy się pobrać. Wszystko stało się dlatego, bo chcieliśmy wziąć ślub po swojemu. Jest to dla nas jedna z najważniejszych wartości, robić razem, dla siebie, po swojemu. Mniej więcej pół roku wcześniej oświadczyłem się mojej Ukochanej. Było to w Giżycku, w trakcie mazurskiego rejsu Maxusem 33 (Swoją drogą to piękny i jakże szybki jacht). W trakcie oświadczyn zapytałem „Ożenisz się ze mną?” Po czym szybko poprawiłem się. Poznałem W przypadkiem, przeglądałem znajomych na facebook’u i zadziwiła mnie jej śliczna buźka. Pisaliśmy ze sobą około dwa miesiące, zanim się spotkaliśmy, gdyż byłem bardzo wstydliwy i bałem się chodzić na randki.